"Polacy nie mogą odpowiadać za błędy PiS!" – Małgorzata Kidawa-Błońska o problemie drożyzny

Szalejąca drożyzna była tematem dzisiejszej konferencji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w Warszawie. Kandydatka na prezydenta odwiedziła bazarek przy Hali Mirowskiej, który jest miejscem zakupów wielu mieszkańców stolicy – w tym emerytów, dla których rosnące ceny są szczególnym problemem.

Małgorzata Kidawa-Błońska przed spotkaniem z mediami sama wybrała się na zakupy. Kupiła kilka podstawowych produktów – ziemniaki, jabłka, włoszczyznę, zioła. Zapłaciła niemal 17 zł. – I sprzedawcy, i kupujący mówią, że ceny w naszym kraju zwariowały. Ludzie są bezradni, w tym roku ceny są wyjątkowo wysokie. Polacy tego dłużej nie wytrzymają – mówiła kandydatka na prezydenta.

Wyliczała też przyczyny rosnących cen, na które zwracali uwagę także sprzedawcy, z którymi rozmawiała. – Wszyscy ponoszą koszty za drożejącą elektryczność, za wzrost opłat na ZUS. To wszystko odbija się na naszych cenach – mówiła kandydatka na prezydenta.


Małgorzata Kidawa Błońska wytykała Andrzejowi Dudzie bezczynność w tej kluczowej dla Polaków sprawie. – Nie zorganizował żadnego spotkania, na którym można by się zastanowić, co zrobić, żeby ceny tak drastycznie nie rosły – zarzucała. – Panie prezydencie, Polacy nie mogą odpowiadać za błędy PiS-u! Nie chcą wybierać: czy kupić jabłko, czy marchewkę, tylko chcą móc kupić i jedno, i drugie! –mówiła.

Tylko uczciwe wybory